Wakacje 2018 – Podkarpacie

Powyższy film przedstawia kilka ujęć z mojego wakacyjnego wędkowania.

Podczas wyjazdu udało mi się wyskoczyć nad wodę tylko w ciągu czterech dni.

  • Dzień pierwszy

Pierwszego dnia na rybach byłem o godzinie szóstej rano. Woda była podniesiona i ciągnęła ze sobą sporą ilość mułu. Stojąc w niej po kolana nie byłem w stanie dojrzeć butów. Wybrany odcinek kojarzę z lat dzieciństwa. Obecnie niewiele się zmieniło. Gdy stan wody jest normalny na środku wyłania się wysepka, natomiast idąc w kierunku przeciwnego brzegu trafiamy na dół, który jest w stanie zakryć mnie razem z głową. Dlatego właśnie na samym początku łowienia zaopatrzyłem się w kij, którym w łatwy sposób mogłem zbadać grunt przed nogami. Natomiast ze strony ryb nie było kolorowo. Na początku łowiłem na nimfę. Miałem jedno wyraźne branie, ale ryba uderzyła w ogonek muchy, co spowodowało jedynie jego oderwanie. Po dłuższym czasie zacząłem łowić na mokrą muchę, a następnie na suchą muchę. Efekty były całkiem podobne. Na sam koniec doszedłem do spokojnego, głębokiego do pasa odcinka. Zdecydowałem, że znów założę nimfę i w efekcie wyholowałem klenia zamieszczonego na filmie.

  • Dzień drugi

Drugiego dnia wylądowałem nad Sanem. Ze względu na późną porę w wodzie byłem tylko godzinę. Łowiłem tylko na suchą muchę. Miałem wiele brań, ale nie udało mi się zaciąć żadnej ryby.

  • Dzień trzeci

Rankiem wybrałem się na zupełnie nowy odcinek, w którym dotychczas nigdy nie łowiłem. Z założenia ten wyjazd traktowałem jako rozeznanie. Chciałem zobaczyć gdzie są dołki i kamienie tak, by wiedzieć  w które miejsca rzucać dnia kolejnego. Ku mojemu zdziwieniu złowiłem wiele ryb oraz miałem na kiju coś dużo większego niż dotychczas. Niestety ryba spadła zanim zobaczyłem co to dokładnie jest.

Wieczorem znów pojechałem uskuteczniać suchą muchę. Tak jak dnia drugiego miałem wiele brań, ale nic nie mogłem zaciąć poza jednym lipionkiem. Trzeba tutaj dodać, że jest to moja pierwsza ryba wyholowana na muchę kolegi, a nie własną.

  • Dzień czwarty

Chwilę po piątej nad ranem byłem w wodzie. Niestety miałem spory problem trafić w dołki, które namierzałem dnia wcześniejszego. San jest ogromną rzeką i odnalezienie się w nim dla adepta jest trudne tym bardziej, że jestem przyzwyczajony do “strumyków” z Kotliny. Na moje szczęście pobliski dopływ Sanu zaczął nieść mętną wodę. Korzystając z okazji zacząłem obławiać rzekę krótką nimfą. Okazała się ona bardzo skuteczna w tych warunkach i wyciągnąłem sporo ryb.

Wieczorem pierwszy raz odwiedziłem odcinek rzeki w samym Sanoku. Porównując go do górnej części, w której byłem codziennie tutaj niewygodnie łowiło się na nimfę. Spowodowane to było dużą ilością traw, o które ciągle zaczepiałem przynętę. Stwierdziłem, że będę łowić na mokrą muchę. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Po krótkiej chwili wyholowałem klenia. Niedługo później kolejne mi spadły, a na sam koniec złowiłem pierwszą certę.

 

Dodaj komentarz